Okolica spokojna, nieco na uboczu, nikt niepowołany, bez wzbudzenia sensacji, nie będzie kręcił się w pobliżu. A i do Świnoujścia niedaleko. Tak że płynący statek, np. tankowiec, nie zwracając uwagi osób postronnych, po drodze do lub ze Szczecina mógł podreperować swój paliwowy budżet.
Fabryka Paliw Syntetycznych w Policach zawdzięcza swe istnienie brakom ropy na terenie Niemiec oraz nadmiarowi węgla i niemieckiej pomysłowości. Wszystkie te czynniki podsycone ekspansywnymi planami Hitlera doprowadziły do konieczności znalezienia alternatywnego źródła paliwa. W 1925 r. koncern IG Farben w zakładach w Leunie zsyntetyzował pierwsze tony benzyny syntetycznej. Za prace i badania nad wytwarzaniem benzyny inż. Friedrich Bergius otrzymał w 1931 r. Nagrodę Nobla. I tak na przełomie 1938 i 1939 r. zaczęto budowę kilku zakładów produkujących paliwo syntetyczne, z czego jeden powstał właśnie w Policach.
Dwa miliony ton rocznie
Wiosną 1939 r. specjalnie wyselekcjonowani fachowcy na bardzo dobrych jak na ówczesne czasy kontraktach zaczęli wznosić w Policach fabrykę. Na początku siłę roboczą stanowili ochotnicy z Czech i Słowacji, zatrudnieni w firmie Mitteldeutsche Stahlwerke. Później byli to niepewni politycznie Niemcy i Czesi (w ramach pojmowanej po faszystowsku resocjalizacji). Szybko wspomogły ich rzesze jeńców i przymusowych robotników, gdyż prace postępowały w tempie niespotykanym nawet u Niemców. W grudniu 1941 r. dotychczasowy obóz robotników przemianowano na Nordlager, a krótko po tym zaczęły powstawać następne, zapewniające robotników dla Norddeutsche Mineraloelwerke Poelitz. Fabryka rozrosła się do rozmiarów potężnego kombinatu. W szczytowym okresie w 1944 r. zajmowała 1500 ha powierzchni, w tym 200 ha zwartej infrastruktury technicznej, i pracowało w niej 27 tys. osób. Dla porównania dzisiaj w Policach jest 35 tys. mieszkańców. Oprócz niemieckich specjalistów, "obsługi" SS, działały tu trzy obozy karne, cztery obozy pracy oraz niezależne filie obozów koncentracyjnych Stuthoff i Ravensbrueck oraz obóz karny na statku MV "Bremerhaven" - podlegający bezpośrednio Głównemu Urzędowi Bezpieczeństwa Rzeszy. Podczas pięciu lat wojny w Policach przebywało ok. 30 tys. więźniów z kilku krajów Europy. 13 tys. z nich zmarło z wycieńczenia, ciężkiej pracy, chorób, braku opieki lekarskiej lub zostało zamordowanych przez Niemców. Ok. 9 tys. z nich było Polakami. Ich prochy rozsypane są na polickiej ziemi. Nie ma konkretnych miejsc, które można by było wskazać jako ich groby. Pamięci ofiar tych obozów poświęcono pomnik w Trzeszczynie, dłuta Mieczysława Weltera, odsłonięty w 1967 r. Początkowo fabryka produkowała 2 mln t różnych paliw w ciągu roku. Na przełomie 1943 i 1944 r. produkcja była już cztery razy większa, by w kwietniu-maju 1944 r. osiągnąć 2800 t dziennie. Rurociągiem paliwo przesyłano nad Odrę, gdzie w porcie tankowano je na statki. Produkcja zaspokajała większość zapotrzebowania wojsk niemieckich w Europie. I tu pierwsza ciekawostka. Ponieważ produkowane paliwo było zbywane na bieżąco, magazynowanie większej jego ilości nie wchodziło w grę. Skąd więc pomysł wybudowania potężnych kompleksów tzw. zbiorników? Być może prawdziwą odpowiedź podsunął jeden z uczestników XII Międzynarodowego Zlotu Miłośników Eksploracji w październiku 2001 r. Zasugerował, że chodziło prawdopodobnie o przygotowanie i magazynowanie zapasów paliwa na konkretną operację, np. plan "Barbarossa". W jednym momencie rzucone do akcji ogromne siły potrzebowały "jednorazowego" (tj. przez okres krytycznych pierwszych tygodni blitzkriegu) zaopatrzenia w środki niezbędne do walki, w tym paliwa. Być może słuszność mają autorzy programu "Klub poszukiwaczy skarbów", sugerujący istnienie tu chłodni ociekowych. Być może - gdyż na zdjęciach wywiadu alianckiego takich obiektów jest znacznie więcej i o dużo większych rozmiarach.
Mit podziemnej fabryki
Kres fabryce położyły alianckie bombardowania. Dość szybko po nich wznawiano produkcję. Zanotowano 15 dużych nalotów. Pierwsze trzy nastąpiły już 4/5 września, 14/15 i 26/27 października 1940 r. Nasilenie ich nastąpiło pomiędzy 20 kwietnia 1944 r. a 8 lutego 1945 r. W największym (13 stycznia 1945 r.) uczestniczyło 250 samolotów, które zrzuciły 1600 bomb. Inną ciekawostką jest mit podziemnej fabryki. "Zalane korytarze, sztolnie, tunele, drugie miasto, wjazdy na Wzgórzach Warszewskich". Mit, legenda, prawda? - nie wiem. Ale przy takich sensacjach zawsze zadaję sobie pytanie - po co by to budowano? I tu kilka spostrzeżeń. Teren fabryki jest położony na rozległej nizinie, parę metrów powyżej lustra wody w Odrze. Wybudowanie więcej niż jednej kondygnacji w głąb ziemi wymagałoby kosztownego systemu odwadniającego. Niemcy w czasie wojny nie pozwoliliby sobie przy wznoszeniu budowli na taką ekstrawagancję. Ale... No właśnie. Było jeszcze jedno rozwiązanie. Można było wszystko wybudować "tradycyjnie", a potem dopiero usypać na tym wzniesienie. Faktem jest, że tę wersję wybrano, tylko nie zdążono jej zrealizować do końca. I tu możemy przejść do drugiej części naszych rozważań o polickiej fabryce. Dlaczego warto ją zwiedzić?
Wejście "w miarę bezpieczne"
Pierwsze, co się rzuca w oczy, to szkielet destylatora paliwa i rdzawo-czerwony elewator węglowy. Są to dwie najwyższe obecnie budowle na terenie fabryki. Obok elewatora na uwagę zasługują żelbetowe konstrukcje w kształcie areny cyrkowej będące prawdopodobnie pozostałościami po młynach kulowych. Widoczna z okolic elewatora hala również warta jest uwagi, choćby z racji możliwości w miarę bezpiecznego wejścia na wyższe kondygnacje. "W miarę bezpieczne" oznacza oczywiście jedynie brak konieczności użycia asekuracji, sztucznego oświetlenia czy OP-1, tj. kaloszospodni. Pod halą znajdują się jedne z bardziej interesujących ciągów produkcyjnych. Z pobliskich schronów do hali prowadzą kanały technologiczne łączące się w kondygnacji piwnicznej w jedną całość. Potrzebna jest latarka i kalosze. Warto zwrócić uwagę na grubość ścian i stropów sąsiednich schronów na wlotach do kanałów. W przypadku awarii i wybuchu hala miała stracić ściany - zachowując stropy podparte na filarach. Sąsiednie schrony - na odwrót. Detonacja miała odrzucić dach, nie naruszając przy tym konstrukcji sąsiedniej hali. W pobliżu elewatora zaczynają się "podziemne ciągi technologiczne". Jest to sieć betonowych kanałów, którymi biegły rurociągi pomiędzy poszczególnymi "stacjami" procesu technologicznego. Kanały były przykryte żelbetowymi płytami, które w paru miejscach zachowały się. Być może proces maskowania i zabezpieczania fabryki przewidywał przysypanie ich warstwą ziemi, jednak tego nie zrobiono. Albo nie zdążono, albo proces rozbudowy wymagał wstrzymania realizacji tego pomysłu. To samo dotyczy najciekawszych obiektów na terenie Fabryki Paliw Syntetycznych. Na południe od fabrycznego dworca niemal w samym środku terenu dawnych zakładów znajduje się kompleks "zbiorników" i jedyna w swoim rodzaju wieża strażnicza. "Zbiorniki" najprawdopodobniej były żelbetową obudową antyodłamkową dla właściwych zbiorników. Pozwalały one również na obsypanie całego kompleksu ziemią. Umieszczony mimośrodowo względem obudowy zbiornik mógł być kontrolowany przez obsługę od strony chodnika technicznego, który łączył poszczególne obudowy i wieżę strażniczą. Na ścianach zachowały się ślady instalacji oświetleniowej pozwalającej określić możliwości dostępu obsługi do urządzeń oraz charakterystyczne wyprofilowanie części dachowej dające wyobrażenie w sposobie dostępu z "powierzchni". Również na ścianach "zbiorników" widać wyraźnie ślady korozji i sadzy wskazujące na pożar, jaki mógł mieć tu miejsce. Raczej wyklucza to hipotezę o instalacji wodnej czy odstojnikach, które tu miałyby być ulokowane. Na zdjęciach lotniczych zbiorniki wyraźnie są okopcone, natomiast potężne (prawdopodobnie) odstojniki znajdują się po drugiej stronie linii kolejowej. Ponieważ w stosowanej w Hydrierverke Poelitz metodzie Bergiusa uzyskiwania benzyny z miału węglowego trzeba było wygrzewać mieszaninę miału i oleju w temperaturze 400-470 st. C i przy ciśnieniu ok. 200-300 atm., nasze budowle mogły być obudową jednych z wielu reaktorów służących do tego celu. Do podobnych wniosków doszedł dr Grzegorz Rusek z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego w jednym z programów poświęconych polickiej fabryce.
Schrony rozrzucone na całym terenie
Z obecnie nieznanych mi przyczyn stojąca obok wieża nie została obsypana ziemią, choć ewidentnie była do tego przygotowana. Jest to budowla czterokondygnacyjna, wsparta na czterech słupach żelbetowych o wymiarach 1,5 na 1,5 m. Dwie najniższe kondygnacje mają ściany grubości 28 cm. Dwie wyższe, o grubości 150 cm, są oddzielone od poprzednich stropem grubym na 100 cm. I co najciekawsze, strzelnice nie pozwalają obecnie widzieć terenu na odległość bliższą niż 150 m od wieży. Ale patrząc na budowlę z poziomu ziemi usypanej przy zbiornikach - strzelnice są... jeden metr wyżej. Czyli po usypaniu w tym rejonie nasypu zakrywającego zbiorniki, instalacje itp. ponad powierzchnię wystawałby jedynie kwadratowy schron bojowy mający ścian grube na 1,5 m i strop o grubości 3 m w najwyższym miejscu. Cała komunikacja i dozór odbywał się na głębokości 9 m pod ziemią, a na powierzchni prawdopodobnie posadzono by las. Prawdopodobnie, gdyż na zdjęciach lotniczych terenu fabryki nie ma ani jednego drzewa. Drugi z zachowanych, północny kompleks "zbiorników" takiej wieży nie miał. Został on poważnie uszkodzony podczas nalotów w maju 1944 r. Jest przez to mniej atrakcyjny, dodatkowo chodniki techniczne są obecnie częściowo zalane wodą. Z tego powodu zwiedzanie staje się bardziej kłopotliwe. Ponadto z chodnika dostęp jest tylko do jednego skrajnego zbiornika. Inną ciekawostką godną uwagi są rozrzucone na terenie całej fabryki schrony wartownicze - jednoosobowe, w kształcie połówki jajka. Interesujący jest taki schron na "stacji kolejowej"(dokładnie - przy rampie wyładowczej w centrum fabryki), który w wyniku wybuchu bomby w pobliżu wylądował na stropie innego schronu przeciwlotniczego. Ten drugi typ ma kształt połowy walca o "konkretnym", grubym na dwa metry sklepieniu. Wewnątrz wykończony był drewnem i siatką zapewniającą ochronę przed odpryskami betonu. Każdy z nich był zelektryfikowany i skanalizowany, wyposażony w system wentylacji zabezpieczający przed atakiem gazowym. Do dziś zachowały się np. zawory nadciśnieniowe. Obecnie niektóre ze schronów są wykorzystywane na magazyny przez prywatnych inwestorów, którzy coraz częściej lokują swój "biznes" na terenie byłej fabryki.
Trochę o podziemiach
Oczywiście są. Kanały odwadniające, technologiczne i ściekowe. Niektóre nadal są wykorzystywane, na przykład na zrzut ścieków technologicznych przy drodze do portu Police. Podziemia są spore - pozwalające na swobodne poruszanie się - wyjątkiem są miejsca, w których zalega metrowa warstwa mułu - można w niej zostawić buty ze spodniami. Inną legendą jest podziemny schron dla U-bootów. Kilku spośród tzw. naocznych świadków opowiadało mi zbieżną w relacjach historię o bunkrze dla okrętów podwodnych. Skoro istniał kanał pozwalający na podpłynięcie jakąś jednostką pływającą w pobliże fabryki, wybudowanie na jego końcu schronu wydaje się realne. Pamiętajmy, że U-boot do wielkich jednostek nie należał. Jednak na zdjęciach z maja 1944 r. nie ma nic poza stacjami ujęcia wody dla fabryki. Poza tym U-booty nie używały do napędu benzyny. Być może jakiś wrak czy kadłub zestrzelonego samolotu mógł zasugerować taką możliwość, tym bardziej że ujęcia wody wyglądają z zewnątrz jak miniatura istniejących we Francji schronów dla łodzi podwodnych. Również między bajki wkładam podziemną kolej relacji Hydrierwerke - Szczecin Śródmiejski, której dość zawzięcie poszukiwał "Kurier Szczeciński". Ale by nie odbierać nadziei... w każdej legendzie jest trochę prawdy. Dzięki takiemu myśleniu w ubiegłym wieku odkopano kolejny kanał w fabryce, "dziwnym trafem" dość zbieżny w swym kierunku i przeznaczeniu z końcówką tunelu prezentowaną również w "Kurierze". Podejrzewam, że teren fabryki kryje w sobie jeszcze niejedną niespodziankę. I tu po raz ostatni odwołam się do zdjęcia z 29 maja 1944 r. To, co pozostało, jest niczym w porównaniu z ogromem całego kombinatu. Opisane powyżej obiekty są na nim zaznaczone. Warto zwrócić uwagę, że liczba zbiorników jest znaczna, natomiast przy zwiedzaniu terenu fabryki ich zlokalizowanie nastręcza sporo trudności. A nie były to obiekty małe. Wystarczy porównać "zbiorniki" najczęściej odwiedzane, opisane powyżej, z tymi największymi stojącymi w pobliżu budynków mieszkalnych. Teoretycznie te drugie powinny być łatwiejsze do znalezienia i zwiedzania. Fabryka stoi opuszczona od ponad 50 lat. Warto zwrócić uwagę, jak szybko przyroda przejęła w posiadanie ten teren. Między innymi dlatego najlepiej na zwiedzanie wybrać się wczesną wiosną. W innych porach roku teren staje się niedostępny - natura skutecznie broni swych "nowych" zdobyczy.
Źródła:
Wiesław Gaweł, "Rys historyczny Polic", Police 1993. Anna Krukowska, "Hydrierwerke Poelitz", w: "Gazeta Policka", Police 1997. Jan Matura, "Historia Polic od czasów najstarszego osadnictwa do II wojny światowej", Szczecin 1999. Krzysztof Motyl, "Wieża w Policach", w: "Fortyfikacje na Ziemi Lubuskiej", Zeszyt nr 4, Materiały z IV Edycji Sesji Naukowo-Konserwatorskiej zorganizowanej przez Zielonogórski Oddział Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji, Zielona Góra 1998
(Paweł Dżugan, "Wędrowiec Zachodniopomorski", nr 3,
2001 / za: "Gazeta Wyborcza", 29-11-2002)
|