Rozmowa z Wojciechem Piskorzem - Nałęckim, uczestnikiem wyprawy.
- Dowiedziałem się, że uczestniczył pan w wyprawie do podziemi byłej niemieckiej fabryki benzyny syntetycznej w Policach. Czy dostaliście się tam?
- O, to było dosyć dawno, w lecie roku 1971. Byłem wtedy młodym chłopakiem. Odpowiadałem za obsługę techniczną ekipy. Składała się ona z ludzi różnych zawodów, zainteresowanych pozostałościami niemieckiego przemysłu w okolicach Szczecina. Trzech moich kolegów - dwóch płetwonurków i jeden nurek dostali się do podziemi.
- Którędy?
- Po kilku nieudanych próbach przedostania się tam przez wyjścia wentylacyjne, jedna została uwieńczona powodzeniem.
- Co pana koledzy tam zobaczyli?
- Najpierw podjęli próbę rozpoznania gabarytów zalanych pomieszczeń, w których się znaleźli. Woda była zamulona, toteż widoczność była słaba. Nurek zanurzył się na głębokość 10 metrów. Po wyjściu nie był w stanie powiedzieć, czy znalazł się w jakiejś podziemnej hali produkcyjnej, magazynie, czy też w bunkrze. W tych podziemiach - jak mówili koledzy - były duże fragmenty bliżej nieznanych instalacji. Płetwonurkowie próbowali coś zdemontować. Z obawy jednak o własne bezpieczeństwo, by się gdzieś nie wplątać - ze ścian wystawały też jakieś elementy, niektóre stanowiły chyba podpory rurociągów - w efekcie zrezygnowali.
- Penetratorzy wyszli więc z pustymi rękoma...
- Nie. Nurkowi udało się zdrapać -jak się później okazało - fragment konserwacji jakiegoś urządzenia. Między innymi w takich sytuacjach Niemcy stosowali jako środek zabezpieczający maszyny, parafinę. Była tańsza od smarów, a konserwacja mniej pracochłonna. Parafinę można było poźniej roztopić i odzyskać. Ten oddrapany kawałek do była właśnie parafina.
- Jakie wnioski nasunęło wam to odkrycie?
- Przyjęliśmy domniemanie, że po pierwsze - tam są jakieś urządzenia czy maszyny, a po drugie - że są właśnie w ten sposób zakonserwowane. To, że coś tam pozostało, potwierdzają także relacje różnych osób, mówiących o tym, że próbowano barwić wodę, by zorientować się, gdzie są inne wejścia do podziemi. To nic nie dało, chociaż - jak mówili mi moi koledzy - odnosili wrażenie, że woda w podziemiach, które widzieli, nie była wodą stojącą.
- Wśród wielu policzan, a także szczecinian panuje przeświaczenie, że tam jest zalane podziemne miasteczko...
- Tego nie wiem, choć znam te opowieści. Mówi się też, a informacje te pochodzą z wiarygodnych źródeł, że w latach 60. Armia Radziecka próbowała wypompowć stamtąd wodę. Jednak bez rezulatu. Rosjanie podjęli ten wysiłek, bowiem tam jest ponoć zestaw urządzeń do produkcji benzyny syntetycznej, który prawdopodobnie zalega do dziś. A zresztą to logiczne, że nie wyrzucaliby pieniędzy w błoto, gdyby na czymś im nie zależało. Zabezpieczenie polickiej fabryki jest swego rodzaju ewenementem, bowiem wciąż nie znamy całej prawdy o tym, co się znajduje w jej podziemiach.
-Dziękuję panu za rozmowę.
(J. Grażewicz, Podziemny Szczecin odc. 90, "Kurier
Szczeciński", 2003-02-07)
|