Wspomnienia Mariana Adamaszka, nawigatora z 300 dywizjonu bombowego im. Ziemi Mazowieckiej, polskiej jednostki, która brała udział w wyprawie z 16 na 17 sierpnia 1944 r.
W tle równomierny szum silników lancastera. Kilku mężczyzn rozmawia po angielsku. Krótkie urywane zdania, polecenia, czasem żarcik. Spokojny ton, żadnych nerwów. Nic nie wskazuje na to, że to piloci bombowca w trakcie wykonywania misji bojowej. Jest 20 kwietnia 1943 r. Lancaster leci nad Szczecin
Ta trzyminutowa rozmowa to dokument nagrany przez dźwiękowca BBC. Dziś, po 60 latach, można go posłuchać, nie ruszając się z domu. Jest dostępny w internecie - dokładnie opisany z listą dialogową po angielsku. Nagranie odnalazł w sieci Arkadiusz Bis, administrator portalu miłośników starego Szczecina www.sedina.pl
- Kiedy na nie trafiłem, nie bardzo wiedziałem, co począć - mówi Arkadiusz Bis. - Samo nagranie, bez oprawy, nie jest porywające. Dopiero gdy ma się świadomość, co dzieje się na pokładzie maszyny i gdzie ona się znajduje, serce zaczyna szybciej bić.
Ten lancaster był jednym z kilkuset samolotów, które w nocy 20 kwietnia 1943 r. krążyły nad miastem. Gdzie dokładnie spadły jego bomby? Nie wiadomo. K. Bogusz, jeden ze świadków bombardowania, którego słowa przytacza Kazimierz Golczewski w swojej książce "Porzucona twierdza Szczecin" (Wydawnictwo Poznańskie, 1967 r.), tak to opisuje: "Jak zaczęli od Pomorzan, to rąbali aż do portu (...). Była noc, godz. 23.30. Przez całe 45 minut waliły się na miasto ciężkie bomby kruszące i zapalające.
Według innego świadka - Z. Siedlewskiego (to samo źródło): „Na Schwartzow (dzisiejsze Świerczewo - red.), na terenie Benzin-Verband »Aral « poszły w powietrze dwa zbiorniki z benzyną. Obserwowaliśmy tę eksplozję w obozie prawie w bezpośredniej bliskości (...). Dwie wielkie kule o średnicy chyba 150 m każda poszły na ogromną wysokość do góry, rozpadając się na tysiąc ogni. (...) Trafiono wtedy m.in. w Ufa-Palast na Paradeplatz (obecna Galeria Centrum, al. Wyzwolenia - red.). Zniszczono tę stronę placu, na której była Alte Wache (restauracja, która mieściła się w nieistniejącym budynku przylegającym do obecnej Galerii Centrum - red.) i cały róg przy pomniku cesarza Wilhelma I, który stał na drugim końcu placu. Spalił się wtedy Haus Ponath (powojenna Kaskada - red.), cały Wehrkreis II (...), na Wendorfie (rejon ul. Ku Słońcu i Dworskiej - red.) trafiona została fabryka amunicji Schaffera”.
To był pierwszy wielki nalot na Szczecin. Do kwietnia 1943 r. zdarzały się jedynie pojedyncze akcje i naloty nękające. Ten zapoczątkował czarną serię. Na mapach RAF-u zaznaczono strategiczne obiekty: fabrykę silników lotniczych w Załomiu, fabrykę benzyny syntetycznej w Policach, fabrykę samochodów Stoewera, elektrownie, stocznie okrętowe, port.
Kolejne naloty - 13 i 29 maja, potem - w nocy z 18 na 19 czerwca. Niemcy rozpoczęli ewakuację szkół w mieście, jesienią oficjalnie uznano Szczecin za obszar zagrożony nalotami. Mieszkańcy zaczęli masowo opuszczać miasto. Ci, którzy zostali, coraz częściej pozostawali w schronach.
W sierpniu 1944 r. alianci zaatakowali Szczecin trzykrotnie. Pierwszy raz w nocy z 16 na 17 sierpnia. Tak wspomina tę noc Marian Adamaszek, nawigator lancastera z 300 dywizjonu bombowego im. Ziemi Mazowieckiej, później mieszkaniec Szczecina: „Załoga naszej »F « ulokowała swoją porcję bomb jako jedna z pierwszych w całej wyprawie. Równocześnie ze zrzutem uruchomione zostały aparaty fotograficzne umieszczone w komorze bombowej. Zdjęcia wykazały, że bomby trafiły prosto w cel. Upadły na teren Łasztowni”. To była dla pilotów RAF-u udana misja. Cel został zniszczony. Tej nocy bomby spadły na port i przedmieścia Szczecina.
Kolejna noc - z 17 na 18 sierpnia - to najbardziej dotkliwy dla miasta nalot. Wzięło w nim udział 461 bombowców alianckich, osłanianych przez myśliwce. Wtedy zniszczona została dzielnica portowa, stare miasto, część śródmieścia (otoczenie obecnego pl. Lotników), Zamek i jego otoczenie.
Trzeciej sierpniowej nocy, z 29 na 30, w gruzach legła obecna ul. Emilii Plater (niegdyś ekskluzywne centrum handlowe Grabowa), zniszczone było Grabowo, Brodów i Żelechowa.
Równolegle bombardowana była fabryka benzyny syntetycznej w Policach. Najgorszy był rok 1944. Amerykanie bombardowali cel w dzień, Anglicy nocami. W czerwcu tego roku produkcja benzyny stanęła. Potem fabryka była odbudowywana, ale alianci powtarzali ataki. Przestała istnieć w początkach lutego 1945 r.
Według niemieckich statystyk, na które powołuje się w swojej książce Kazimierz Golczewski - od 1942 r. do końca wojny na miasto, nie licząc Polic, spadło ponad 5200 ton bomb. W nalotach zginęło co najmniej 7 tys. cywilów.
(Kinga Konieczny, "Gazeta Wyborcza", 24-06-2004)
|