| Czy na ruinach można zarobić? |
Jednym z żelaznych punktów programu wycieczek w Sudety są "podziemne miasta" - tajemnicze zamysły architektoniczne hitlerowców, wykute w górach wysiłkiem przymusowych robotników. Nie siląc się na oryginalność, razem z rzeszą hałaśliwych pseudoturystów zwiedziłem te podziemia. Miejsce owszem - przejmujące. Ale prócz wydrążonych w masywie skalnym tuneli i niewielkiej ilości rekwizytów historycznych nie ma tam do zobaczenia nic ponad to, co można zwiedzić u nas w Policach. Mimo to atrakcja ta przyciąga wielu zainteresowanych i jest źródłem utrzymania nie tylko samego obiektu, ale i najbliższej okolicy.
Czy kilkanaście kilometrów kwadratowych polickich ruin nie mogłyby stanowić równie interesującej atrakcji, co mazurski Wilczy Szaniec, umocnienia Wału Pomorskiego czy wspomniane już "podziemne miasta"? Sądzę, że jak najbardziej. Mało tego - twierdzę, że tutejsza fabryka wzbudziłaby większe zainteresowanie, niż jakiekolwiek inne atrakcje, którymi reklamuje się nasz region.
Pozwolę sobie snuć te dywagacje, bo wydaje mi się, że skoro inni mogą na tym zarabiać, to czemu my nie moglibyśmy tego czynić? Niestety takie wyzwanie wymaga poważnych nakładów finansowych, choć szanse na to, że wydatki zwróciłyby się w dwójnasób są bardzo realne. Wyobraźmy sobie: fabryka staje się żelaznym gwoździem programu wycieczek na terenie Pomorza, ośrodkiem historycznym, generatorem finansów i nowych miejsc pracy.
Tymczasem pozostawiona sama sobie ruina staje się nielegalnym wysypiskiem śmieci i tylko czekać, aż jakiś przypadkowy eksplorator fabryki zostanie przygnieciony żelbetowym blokiem. Wówczas wszyscy przypomną sobie o Wielkim Problemie, który rozpościera się na północ od Polic...
(Jakub Matura, "Panorama Powiatu Polickiego",
nr 8, 28-5-2004) |
| powrót / do góry |
|
| Do tekstu "Czy na ruinach można zarobić", który został zamieszczony w PPP 28 maja br. ustosunkował się Pan Burmistrz Władysław Diakun. Nie zgodził się on z twierdzeniem, jakoby ruiny są pozostawione same sobie. Na poparcie swojego zdania przytoczył argument, iż w zeszłym roku uchwałą Rady Miejskiej przystąpiono do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego pod nazwą "Stara Fabryka". Owszem - na przestrzeni teoretycznej zmierza się ku temu, by ruiny w końcu zagospodarować, i o tym wiemy. Ale my mówimy o stanie rzeczywistym, który można zastać na terenie fabryki w chwili obecnej i który może odczuć zwykły obywatel. A stan ten mimo dobrych chęci wielu stron nadal jest nieciekawy. I jeszcze wiele wody w Odrze upłynie, nim zacznie tu się dziać coś ciekawego, bo raczej trudno jest mówić o bardziej energicznych poczynaniach. No chyba że za taką uzna się powstanie ścieżki turystycznej, o której Pan Burmistrz wspomina. Tyle że po pierwsze - trasa jest oznakowana w taki sposób, że ciężko zorientować się, gdzie się zaczyna, którędy biegnie i gdzie kończy. Po drugie - stan zniszczonych obiektów fabryki nie jest przygotowany do jakiejkolwiek ogólnodostępnej eksploracji turystycznej i wytyczanie ścieżki w takich okolicznościach jest rzeczą nieco absurdalną i groteskową... |
|