.

Drugie życie fabryk
W Łodzi czy na Śląsku istnieją całe poprzemysłowe fragmenty miasta, które straciły swoją produkcyjną funkcję. Zamiast je burzyć, można je rewitalizować i robić w nich centra kulturalne 

Po czasach planów sześcioletnich i marzeń o świetlanej przyszłości przemysłu ciężkiego pozostało wielkie dziedzictwo - ogromne tereny fabryk, stoczni, hut, kopalń. Opuszczone, niszczejące, często za duże by po prostu zrównać je z ziemią. W wielu wypadkach, np. w Łodzi czy na Śląsku, problem dotyczy nie pojedynczych obiektów architektonicznych - to całe poprzemysłowe fragmenty miasta, które straciły swoją produkcyjną funkcję.

Wiadomo, że trzeba je na nowo zagospodarować, często jednak albo brakuje pomysłu, albo wiary, że warto.

Portowe drapacze chmur 

Projektami rewitalizacyjnymi terenów poprzemysłowych jako pierwsza zajęła się Wielka Brytania.

Ogromny teren doków we wschodnim Londynie, port i stocznie, od połowy lat 60. zaczęły być likwidowane. W 1981 r. rząd Margaret Thatcher powołał do życia London Docklands Development Corporation, w celu przekształcenia terenu o powierzchni 21 km kwadratowych według nowych potrzeb. W kilkanaście lat powstała de facto nowa część miasta, z nowoczesnym centrum biznesowo- handlowym (Canary Wharf) otoczonym przez luksusowe dzielnice mieszkaniowe. Nową komunikację dostosowano do istniejącej siatki kanałów (mieszkańcy apartamentowców mogą "parkować" jachty pod oknami); zachowane zabytkowe budynki wkomponowano w otoczenie, dźwigi i podnośniki na nabrzeżach odrestaurowano, są teraz swoistymi dziełami sztuki, przypominającymi dawne funkcje okolicy.

Podobne zabudowania portowe w Liverpoolu zajmują dziś: oddział Tate Gallery, Muzeum Morskie i Muzeum The Beatles.

Założona w połowie XIX w. przez Napoleona III paryska dzielnica rzeźni w l. 80 XX w. została przetworzona w wielki park naukowy La Villette, mieszczący nowoczesne Muzeum Nauki i Techniki, kina, sale konferencyjne, centra edukacyjne. W niewielkim zakresie pojawia się tam działalność czysto komercyjna, a projekt finansowany był z publicznych funduszy.

W czasach świetności fabryka Fiata w Turynie robiła wrażenie powierzchnią 350 tys. m kw. stali i betonu oraz ponaddwukilometrową trasą do testowania aut umieszczoną na dachu, 21 m nad ziemią. Po zmianach technologicznych zakład kupił prywatny inwestor i w latach 1989-94 w potężnych halach stworzył hotel, centrum handlowe i kompleks konferencyjno-wystawowy.

Śladem Wieliczki 

Procesy rewitalizacyjne zaczęte w Europie w latach 70. w Polsce pojawiły się w latach 90. Najstarszą realizacją jest Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce (kopalnię do zwiedzania udostępniono 50 lat temu, gdy jeszcze nie mówiło się o rewitalizacji). Wieliczka jest na tyle popularna, że trasa wycieczkowa utrzymuje się tylko z biletów. Wieliczka staje się też centrum kultury, z salami koncertowymi i teatralnymi - odbywały się tu m.in. gala opery krakowskiej, koncert Nigela Kennedy'ego i spektakle "Madame Butterfly" i "Hamleta". To i promocja miejsca, i kolejne źródło zarobku. Oraz wzór do naśladowania.

Dziś największe wyzwanie stoi przed Górnym Śląskiem. Opuszczone kopalnie, huty, fabryki - cały region jest nimi naszpikowany. To duży kłopot, ale i duży potencjał.

Wystarczy popatrzeć na to, co z podobnymi terenami zrobili Niemcy. Wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO kopalnia węgla kamiennego Zollverein koło Essen, jedna z największych w Europie (pracowało tu 5 tys. górników), została zamknięta w 1989 r. i natychmiast przejęta przez władze Północnej Westfalii. We współpracy z Radą Miasta Essen powstała fundacja, która przekształciła obiekt w centrum edukacyjne oraz wynajmując powierzchnie muzeom, galeriom, pracowniom artystów, szczególnie związanym z designem.

Większa ingerencja miała miejsce w kopalni Maximilianhütte, też w Północnej Westfalii, w której w latach 80. zaczęto organizować targi kwiatowe, by wkrótce stworzyć rodzinny park, znany z hodowli egzotycznych roślin.

W Polsce jak kto chce 

Na Śląsku zaistniało już sporo pojedynczych inicjatyw rewitalizacyjnych. W XIX-wiecznym szybie kopalnianym "Guido" w Zabrzu odtworzono - jako trasę edukacyjną - wystrój ówczesnej kopalni. W Katowicach szyb Wilson przejęły osoby prywatne, tworząc w nim galerię rzeźby i malarstwa. Zabytkowa część Browaru Tyskiego jest dziś ośrodkiem kulturalnym, jeden z chorzowskich budynków fabrycznych zajmuje centrum konferencyjne o "industrialnej" nazwie "Magazyn Ciekłego Tlenu".

Ogromny projekt (na razie w fazie koncepcyjnej) dotyczy Kopalni Węgla Kamiennego "Katowice", znajdującego się w centrum miasta obiektu, w którym planowane jest odtworzenie zniszczonego w 1942 r. Muzeum Śląskiego.

- Z całą pewnością nie powinno się ratować za wszelką cenę każdego budynku - sugeruje Irena Fugalewicz z Fundacji dla Śląska zajmującej się ochroną dziedzictwa kulturowego tego regionu - nie chodzi o to, żeby zrobić skansen, ale zachować i nadać nową funkcję najbardziej wartościowym najciekawszym obiektom.

Renowacja nieczynnego od 40 lat zabytkowego dworca kolejowego w centrum Katowic, który na wzór paryskiego Musee D'Orsay miał być centrum sztuki, odbędzie się już całkiem inaczej. PKP podzielił budynek na małe części, każdą sprzedając osobno. Wyklucza to realizację jakiejś spójnej koncepcji.

Łódź to kolejne miejsce pełne poprzemysłowych zabytków. Pojedyncze budynki zajęły i wyremontowały firmy lub instytucje (np. Uniwersytet i Politechnika Łódzka), na zagospodarowanie większości z nich wciąż jednak nie ma pomysłu.

Największym przedsięwzięciem ostatnich lat jest przebudowa ogromnej, XIX-wiecznej fabryki Izraela Poznańskiego na centrum handlowo-rozrywkowe Manufaktura. Teren 27 ha przy ul. Ogrodowej zawiera 12 ceglanych budynków o powierzchni 90 tys. m kw. i niedługo ma pomieścić centrum handlowe, wielosalowe kino, restauracje, hotel, muzea i galerie.

To projekt czysto komercyjny - inwestor, firma Apsys, jest zarządcą wielu centrów handlowych we Francji. W Manufakturze jednak, poza sklepami i restauracjami, będą m.in. trzy muzea (budowę dwóch z nich finansuje Unia Europejskiej - filię Muzeum Sztuki oraz wzorowane na paryskim La Villette Muzeum Nauki i Techniki dla dzieci).

Młode Miasto w starej Stoczni 

Wielkim projektem jest rewitalizacja Stoczni Gdańskiej. Po ogłoszeniu w 1996 r. upadłości stocznię przejęła Stocznia Gdynia, produkcję przenosząc na wyspę Ostrów, a pozostawiając po sobie do zagospodarowania 73 ha gruntów, wraz z obiektami i infrastrukturą.

- Naszą strategią jest maksymalne wykorzystanie atmosfery miejsca - mówi Roman Sebastyański z Synergii 99, firmy zajmującej się tym projektem. - Składają się na nią jeszcze przedwojenne tradycje stoczniowe, tradycje solidarnościowe oraz związek tego miejsca z wodą.

W nowej dzielnicy handlowo- rozrywkowo-mieszkaniowej podkreślone będzie jej naturalne skierowanie ku wodzie. Przy placu "Solidarności" powstanie Europejskie Centrum Solidarności i stąd poprowadzi główna promenada ku nabrzeżu. Na terenie Młodego Miasta znajdą się tereny handlowe, biurowe, rekreacyjne (m.in. nadwodny bulwar, terminal pasażerski) i mieszkaniowe (2 tys. mieszkań) połączone z resztą Trójmiasta linią tramwajową. Wszystko to daje szansę naturalnego włączenia tego terenu w życie Gdańska, stworzenie "miasta o europejskim charakterze", jak nazywa to Sebastyański.

Nowe funkcje planują nadać władze Warszawy tzw. Fortowi Śliwickiego, fragmentowi XIX-wiecznych fortyfikacji po praskiej stronie stolicy. Mają być one przystosowane do funkcji mieszkaniowych, z wykorzystaniem starej zabudowy i wzbogaceniem jej o nowe bloki.

Najprostszym rozwiązaniem jest sprzedaż i skomercjalizowanie obiektów poprzemysłowych. Jednak nie jest to jedyny sposób. Unia Europejska posiada środki na dofinansowanie koncepcji ratowania takich terenów. Zintegrowany Program Rozwoju Regionalnego dofinasowuje projekty rewitalizacji obszarów poprzemysłowych i powojskowych.

Polska Organizacja Turystyczna promuje tzw. turystykę industrialną, wspomagając projekty przekształcenia takich obiektów w atrakcje turystyczne.

Możliwości jest wiele, wystarczy docenić tkwiący w poprzemysłowym dziedzictwie potencjał i przezwyciężyć brak wiary, że przerobienie starej fabryki w nowoczesną galerię sztuki może być i sukcesem, i dochodowym przedsięwzięciem. Wystarczy dobry pomysł i konsekwentna współpraca samorządów, inwestorów, architektów i późniejszych użytkowników obiektu.

(Anna Cymer, "Gazeta Wyborcza",  2005-08-19)
powrót / do góry